niedziela, 8 maja 2011

AUKCJA DLA SZYMKA


Szymon debiutuje na Allegro. Zapraszamy do zerknięcia na aukcję charytatywną, z której dochód trafi na jego konto w Fundacji. Kupujący zyska nie tylko aureolę nad głową : ), ale i naprawdę piękny i wartościowy przedmiot. Ten wyjątkowy łańcuszek podarowała nam wyjątkowa osoba - Paula D. Kandefer z Dublina. Nie znała wcześniej Szymka, a mimo to nam zaufała. Bardzo, bardzo jej za to dziękujemy!

Łańcuszek został dokładnie obejrzany przez jubilera. Wiemy jaka jest jego waga, próba i wartość - i od tej właśnie kwoty startuje aukcja.

W aukcji pomaga nam również firma przewozowa PACK4YOU, która bezpłatnie dostarczy łańcuszek do nabywcy - za co również pięknie dziękujemy!

środa, 4 maja 2011

TAMCI SĄSIEDZI


Dziś, skoro świt o 5:00, obudził nas perlisty głosik naszego synka. Wyspany, rozczochrany i roześmiany próbował namówić nas do popełnienia grzechu wstania. O nie, nie z nami takie numery. Tata się zaparł, mama się zaparła... Chcesz wstać, nie ma sprawy – tu masz ubranko, tam pilocik i telewizor. Włącz sobie dziecko jakąś bardzo poranną audycję, byle, please, nie za głośno.

Ale Szymonek miał gdzieś telewizor. W jego główce zrodziła się szalona wizja wspólnej porannej zabawy. I dał temu wyraz w bezczelnym, jak na tę porę pytaniu – A KTO SIĘ ZE MNĄ POBAWI??? Niedoczekanie! To nie „Super niania”, gdzie na końcu po oczach bił sielski obrazek rozszczebiotanych rodziców turlających się z dziećmi w ogródku. PRIMO – my nie mamy ogródka. SECUNDO – tam na niebie nie było księżyca! Więc marsz do łóżka!! Już! I nie rycz tak, bo sąsiadów pobudzisz!

Szymon buczał jak obrażona syrena strażacka. Ale napotkawszy tak zdecydowany opór buczał coraz ciszej i ciszej... A gdy się wybuczał zapadła cisza, a po chwili usłyszeliśmy bąknięcie:
- przepraszam...
- i mamę też
- przepraszam mama...
- no! już dobrze
Szymek smętnie szurając nóżkami skierował się w stronę korytarza. Triumfalnie uśmiechnięci byliśmy pewni, że idzie do łóżka. Ale czy łóżko skrzypi jak drzwi wejściowe??
- Szymek, gdzie idziesz???
- przeprosić...
- kogo???
- no, tamtych...



* * *
Kilka godzin później odwiedziliśmy ciocię Agę. Niech się sąsiedzi cieszą, że nie mamy w domu tego, co ma ona...





niedziela, 1 maja 2011

SAAMART DLA SZYMKA


W życiu Szymka bardzo ważni są ludzie, którzy mu pomagają. Bo robią takie rzeczy, że dech zapiera i czapki same spadają z głów. 

Asia i Arek Zep z Wrocławia prowadzą firmę SAAMART. I zdobyli właśnie tytuł Fotografa Roku 2010 w corocznym konkursie organizowanym przez Forum Profesjonalnych Fotografów Ślubnych. W każdym z jego 4 etapów byli wysoko oceniani, prezentując za każdym razem warsztat na najwyższym poziomie. Konkurencja była duża, a walka zacięta.

Dlaczego o nich piszemy? Ponieważ Asia i Arek zrzekli się głównej nagrody - a był nią sprzęt fotograficzny z najwyższej półki - i poprosili organizatora o przekazanie jej równowartości Szymkowi.

DZIĘKI NIM NA SZYMKOWE KONTO W FUNDACJI "ZDĄŻYĆ Z POMOCĄ" WPŁYNĘŁO  7.000 zł !!!

Asiu i Arku - brak słów : ) Bardzo dziękujemy!
 Życzymy Wam wielu fajnych klientów i za każdym razem idealnego światła!


niedziela, 24 kwietnia 2011

ALLELUJA




Biała kiełbaska, pieczeń z jajkiem, jarzynowa sałatka... Takie pyszności naszykował nam Szymek na świąteczne śniadanko. Małymi rączkami zręcznie pokroił pomidorki, finezyjnie powycinał dziury w żółtym serze, nafaszerował faszerowane jajka... Mistrzostwo : ) Nie wierzycie? I słusznie. Ale pomarzyć można : ) I życzyć Wam tego samego. 


SMACZNEGO I BARDZO WESOŁYCH ŚWIĄT!! 


piątek, 22 kwietnia 2011

JAK BĘDĘ DUŻY...


Patrzysz na swoje dziecko i zastanawiasz się, co go w życiu czeka. Co będzie robił, kim będzie? Zerkasz na niego z czułością, obserwujesz jak się rozwija, jak zmienia się każdego dnia. Dziadkowie próbują wywróżyć... O, nuci piosenkę. Ma silny głos. Na pewno będzie śpiewakiem. Układa klocki? Majstruje przy autkach? No, to umysł ma ścisły. Konstruktor, jak nic. Sam Szymek rzadko wypowiada się na ten temat. Raz wspomniał, że będzie doktorem. Rzeczywiście, z racji częstotliwości kontaktów jest to zawód jego sercu najbliższy... :  )  

 A może będzie artystą? Z czerwoną apaszką i odgiętym małym paluszkiem. W końcu jego przedszkole ma w nazwie "mała akademia sztuki". Mylą się ci, którzy myślą, że przedszkole to publiczna lub niepubliczna przechowalnia potomstwa. Czego tam nie ma! Codziennie angielski, hiszpański co drugi dzień. Tańce, rytmika to standard - jak posiłki i osobisty leżaczek. Tydzień chiński, tydzień irlandzki. Dziś teatr, jutro koncert filharmoników. Ufff... Nie pytajcie, czy dzieci mają czas się pobawić. Mamy nadzieję, że mają : ) Na razie Szym nie narzeka. Dziarsko zanosi wytwory wieczornej rodzicielskiej męczarni - chińska czapeczka, zielony melonik, smoczy lampion... Płachty brystolu, krepa na pęczki... Nie miałeś w szkole ZPT? Nadrobisz w tydzień : )

Więc kim synku będziesz? Co ci się zdarzy? Ej, to jeszcze nie czas. Na razie Szymek chce być po prostu duży. Kilka dni temu mocno, mocno wyciągnął do góry ręce. A gdy mama stwierdziła, że już niedługo będzie taki duży jak tata, zaintrygowany zapytał:
- a kiedy będę miał taki duży brzuch??











sobota, 2 kwietnia 2011

GIL




Szymon zaszalał w przedszkolu. Chodził do niego ciurkiem 2 tygodnie i 1 dzień!
I tak by chodził dalej, gdyby nie przeszkodził mu w tym GIL. Nie ptak bynajmniej, tylko ten, który mieszka w nosie. Irytujący jak urzędnik w ZUSie, powracający jak telefoniczny sprzedawca usług finansowych...

Uznaliśmy, że Szymona GIL przekracza dopuszczalną długość, wymaga zbyt częstych spotkań z chusteczką i prezentuje nazbyt wiosenny zielony kolor. Aby upewnić się, że jest typem niegroźnym i jednocześnie zapobiec jego ekspansji, zaprosiliśmy na konsultacje naszego ulubionego Pana Doktora. I okazało się, że Szymon jest pacjentem świadomym. Na widok "białego fartucha" karnie położył się plackiem na łóżku. Oddychać głośno? - bardzo proszę, zakaszleć? - no problem, sucho czy mokro? A jak się ktoś lekarza krępuje to polecamy ich męską rozmowę: 
- a czemu ty tak pukasz?
- bo szukam śledziony, wiesz?
- a gdzie szukasz?
- w twoim brzuchu. I jak słyszę - o tak - to jej nie ma, a jak puka tak - to jest
- no dobrze... Ale ty mnie łaskoczesz!
- przepraszam, nie robię tego specjalnie
- robisz



Bo dobra komunikacja podstawą leczenia : )



środa, 16 marca 2011

MYŚLI WCIĄŻ ZŁOTE


Wyobraźnia pracuje. Bez przerwy. Końca nie widać : ) Jest nieprzewidywalna. Nigdy nie wiadomo, kiedy i w jakiej ubarwionej wersji wróci do nas to, co powiedzieliśmy. Poznała się już z nią pani w przedszkolu, którą Szymon poinformował, że rano niania (???) daje mu kawę. I kasjerka w sklepie, która na powitanie usłyszała zwrotnie opowieść o spadającym koło naszego bloku bombowcu. Jajko, gdybyście nie wiedzieli, ma białko - przeciwlotnicze. A tata marzy o aucie marki WŁĄCZWAGEN... To na tyle : ) Miłego czytania : )


Tata zachęcająco do Szymka:
- hej, chcesz się pobawić klockami Lego?

- nieee, jestem zajęty, sam się pobaw...


Pomysłowy Dobromir:
- mama, coś sobie wymyśliłem... zepsuję tacie telefon!


Obiadowe negocjacje: 
- mama, pobaw się ze mną!
- nie, teraz jem obiad, pobaw się sam
- ale mama, pobaw się ze mną, obiad zjesz jutro!


Szymka boli kostka. Zdejmuje skarpetkę i pokazuję wystającą kość.

- o, tu mnie boli, ta kulka! Zobacz tata, ona wystaje!
- synku, to normalne, każdy ma taką wystającą
- ale ja nie chce, wyjmij ją!!



Szymon przed snem z poważną miną opowiada mamie bajkę:
- dawno, dawno temu byłem małym chłopcem...
I mieszkałem w zoo. I przyszedł wilk. No i mnie zjadł!
"Szczerze" zatroskana mama - ojej, i co się z tobą stało?!
Szymon - mama, ale spokojnie, przecież jestem!!



Szymek jest u fryzjera. Obcinająca go pani ma włosy częściowo pofarbowane 
na czerwono.Szymek patrzy się, patrzy, w końcu nie wytrzymuje i pyta:
- dlaczego masz takie włosy?
fryzjerka - bo mi się tak podoba. Chcesz też takie?
No co Szym - nieee, będą się ze mnie śmiali...


Męski obiad taty i Szymka.

tata - i co, jak ci smakuje?
Szymek zdegustowany 
- nie smakuje. To prze-nie-pyszne!


Chory Szymek szykuje się do spania. Nagle zauważa, że mama coś ukradkiem podjada.

Podbiega do niej i spostrzegając słoiczek z Nutellą podekscytowany prawie do niego wpada:
- co tak pachnie?? Co masz?? Oooo, czekoladka!! Mogę? Łiii!!
- Szymuś, ty już jadłeś kolację, trzeba iść spać!
- ale od czekolady będę zdrowy - przekonuje Szymek, łapie łyżeczkę i po chwili słychać:

- mniam, mniam, jeszcze! Mniam, mmm, mmm, ALE JAZDA!


Do taty przyszli klienci. Pani, chcąc być miłą, słodko zagadała do Szymka:
- cześć. Jakie bajeczki oglądasz?
Na co Szymek nawet nie podnosząc wzroku, głosem zmęczonego życiem kowboja:
- nie dla ciebie...



sobota, 12 marca 2011

TAK TRZYMAĆ


Raz w miesiącu do Gazety Wyborczej dodawany jest bezpłatny magazyn THE RED BULLETIN. Szymek szuka w nim samochodów, tata podziwia przepiękne zdjęcia. Dużo ciekawych tekstów - sport, nauka, geografia, muzyka. Taki bezpłatny "Focus". W marcowym numerze zapadła nam w głowy taka historia.  


Shinji Osada pochodzi z Japonii, ma 26 lat. I to tyle informacji zwyczajnych. Z niezwyczajnych - chłopak "fruwa" na nartach i desce - jest pięciokrotnym zwycięzcą zawodów Big Air Freestyle Skiing w Japonii oraz w 2009 roku w Kanadzie zdobył 1. miejsce w World Ski & Snowboard Festival.

Aha, i urodził się ze złożoną wrodzoną wadą serca zwaną tetralogią Fallota.

To naprawdę poważna wada. Mając 4 lata Osada był już po dwóch operacjach i tradycyjnie dla dziecka z wadą serca został uznany za niepełnosprawnego. Lekarzom, jego rodzicom, ani przez jakiś czas jemu do głowy nie przyszło, że mógłby uprawiać jakikolwiek sport. W końcu przyszło. I to z jakim skutkiem! 
Bardzo fajne są jego wyjaśniające słowa:
"W każdej chwili mogłem umrzeć, wiem o tym. Niezależnie od tego, czy biorę udział w zawodach sportowych, czy nie, prawdopodobnie umrę młodziej niż inni ludzie - o tym też wiem. Chcę więc żyć najintensywniej, jak mogę, niczego nie żałując. Nawet jeśli umrę wcześniej z powodu zaangażowania w sport, będę mógł stwierdzić, że miałem dobre życie."

I tak chłopak z potencjalnie śmiertelną wadą serca został najlepszym freestyle'owym narciarzem. 

Oczywiście nie chodzi o to, że jutro kupimy Szymkowi narty : ) Jakby to określić... to chyba chodzi o zdrowe podejście do faktu bycia chorym. Tak, właśnie o to. Bo tak to już jest - mając chore dziecko dwa razy mocniej cieszymy się z każdego dnia, ale też dwa razy mocniej obawiamy się następnego. No i ważne jest, aby w tym nie zapomnieć, żeby po prostu żyć. 


czwartek, 3 marca 2011

JAK MALOWANY


Co robią dzieci, gdy zostają w domu tylko z tatą? Nasza przenikliwa intuicja podpowiada, że wszystko to, czego nie mogą zrobić z mamą : ) Czyli:
- bieganie bez kapci, z wybebeszoną z gatek bluzką i gilem przy nosie
- jedzenie śledzi w sosie musztardowym zamiast pozostawionego jogurcika
- wspinanie się po meblach zgodnie z 2 zasadami: ojca - "jak spadnie, to się nauczy" i syna - "żeby spaść, trzeba wejść"
- podrzucanie przez tatę do góry w poszukiwaniu pierwszych dawek adrenaliny (złapie / nie złapie)
- przy pomocy silnych rąk rodziciela "chodzenie" nóżkami po suficie przy jednoczesnym zwisie głową w dół

taaaak...  gdyby to matka widziała.... Na szczęście nie widzi, choć tego, co się dzieje, może się domyślić z rozentuzjazmowanych relacji wymiętoszonego dziecięcia i śladów ciętych lub tartych. Po męskich popołudniach pozostała Szymkowi na przykład blizna na powiece, a sufitowi ślady dziecięcych kapci. A jak. 

Bywają czasem chwile, że tata zmęczony dniem nie ma ochoty na domowy "adrenalina park" i postanawia pobawić się standardowo. Na przykład w malowanie. Sprawa wydaje się być prosta. Kilka kartek, farby akwarelowe "nie brudzące" - jak obiecuje etykieta, kieliszek wody i pędzel. Szymek z zapałem zabiera się do malowania. Na kartkach pojawiają się czołgi, wyścigówki i płonące sterowce - ostatnio szymkowy "konik". Jest cicho, spokojnie... w sam raz by tata mógł zająć się książką... Czas mija niezwykle przyjemnie do momentu, gdy w fabułę czytanej książki wdziera się radosny krzyk Szymka  - SKOŃCZYŁEM!! Tata podnosi rozkojarzony wzrok i....







wtorek, 1 marca 2011

RANNA ZMIANA


Długo czekaliśmy na TEN dzień. Myśleliśmy o nim każdego ranka, gdy o 6:00 Szymek jak mała sprężynka zrywał się z łóżka trąbiąc 
na poranną musztrę - JUŻ NIE ŚPIĘ!! WSTAWAĆ! WSTAJEMY!. Zaciskaliśmy oczy, zatykaliśmy uszy, kopaliśmy pod kołdrą kryjówki - wszystko na nic. Bezwzględne łapki wyciągały nas z łóżka jak z kapelusza. Aż nadszedł. Bez fanfar, niespodziewanie, znienacka. Dziś to my budziliśmy Szymka i właśnie dziś usłyszeliśmy najcudowniejsze poranne słowa:
- mama.... jeszcze dwie minutki....

:  )