Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedszkole. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedszkole. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 listopada 2011

NIE ZADZIERAJ...


Bartek jest przedszkolnym kolegą Szymona. Bynajmniej nie najlepszym, ba, nawet nie dobrym. 
Szczerze mówiąc jest najbardziej "znielubionym" kolegą z całej grupy. Bo Bartek go przezywa, zaczepia, a czasem i przyłoży.
I Szymon to przeżywa na tyle mocno, że nawet po przedszkolu, w "domowym" zaciszu błądzą mu po główce killerskie myśli... 
Któregoś dnia jadąc samochodem zamyślony Szymek cichutko siedział w foteliku.... Nagle pyta:
- mama, a co to jest bagno?
- hmm.. bagno to jest takie bardzo, bardzo miękkie błoto, na przykład w lesie
- a czy bagno jest niebezpieczne?
- o tak, jest! Można do niego wpaść i się w nim utopić
Chwila na decyzję i oczka Szymka niebezpiecznie błysnęły: 

- to ja tam wrzucę Bartka...




piątek, 22 kwietnia 2011

JAK BĘDĘ DUŻY...


Patrzysz na swoje dziecko i zastanawiasz się, co go w życiu czeka. Co będzie robił, kim będzie? Zerkasz na niego z czułością, obserwujesz jak się rozwija, jak zmienia się każdego dnia. Dziadkowie próbują wywróżyć... O, nuci piosenkę. Ma silny głos. Na pewno będzie śpiewakiem. Układa klocki? Majstruje przy autkach? No, to umysł ma ścisły. Konstruktor, jak nic. Sam Szymek rzadko wypowiada się na ten temat. Raz wspomniał, że będzie doktorem. Rzeczywiście, z racji częstotliwości kontaktów jest to zawód jego sercu najbliższy... :  )  

 A może będzie artystą? Z czerwoną apaszką i odgiętym małym paluszkiem. W końcu jego przedszkole ma w nazwie "mała akademia sztuki". Mylą się ci, którzy myślą, że przedszkole to publiczna lub niepubliczna przechowalnia potomstwa. Czego tam nie ma! Codziennie angielski, hiszpański co drugi dzień. Tańce, rytmika to standard - jak posiłki i osobisty leżaczek. Tydzień chiński, tydzień irlandzki. Dziś teatr, jutro koncert filharmoników. Ufff... Nie pytajcie, czy dzieci mają czas się pobawić. Mamy nadzieję, że mają : ) Na razie Szym nie narzeka. Dziarsko zanosi wytwory wieczornej rodzicielskiej męczarni - chińska czapeczka, zielony melonik, smoczy lampion... Płachty brystolu, krepa na pęczki... Nie miałeś w szkole ZPT? Nadrobisz w tydzień : )

Więc kim synku będziesz? Co ci się zdarzy? Ej, to jeszcze nie czas. Na razie Szymek chce być po prostu duży. Kilka dni temu mocno, mocno wyciągnął do góry ręce. A gdy mama stwierdziła, że już niedługo będzie taki duży jak tata, zaintrygowany zapytał:
- a kiedy będę miał taki duży brzuch??











niedziela, 30 stycznia 2011

OD SŁÓW DO CZYNÓW


Ubieraliśmy się spokojnie w holu przedszkola, gdy obok nas przeszła Pani w ładnej, zielonej bluzce.
Szymek, ciamkając w buzi lizaka, spojrzał się na nią i odprowadził ją spojrzeniem do drzwi...
No tak, pomyślałam, nieważne, czy mały, czy duży - facet to facet. Ale niespodziewanie Szymek ciamknął i powiedział:
  - ta zielona dziewczyna nie pozwoliła mi zrobić siusiu
    Zdębiałam - co? dlaczego?
  - powiedziała, że nie mogę
  - ojej, Szymek... to na drugi raz powiedz Pani, że MUSISZ, dobrze?

Traf chciał, ze dwie minuty później Pani w zielonej bluzce znów pojawiła się obok nas.
Ale Szymek już wiedział co robić. I nie zamierzał czekać na drugi raz. Twardo powiedział od razu:

  - Cześć. Ja MUSZĘ zrobić siusiu. Pamiętaj!

Z postaci Pani, obok koloru bluzki, zapamiętałam jeszcze duże, szeroko otwarte oczy : )






sobota, 22 stycznia 2011

POWRÓT



Odpukać, odstukać. Szymek małymi kroczkami wraca na łono przedszkola. Stary rok zamknęliśmy stratą - Szymka obecności można by policzyć na palcach. Początek nowego roku spędził jeszcze w domku, bombardowany przez nas niby mimochodem i od niechcenia - dzieci na ciebie czekają... a w przedszkolu jest bal... jak będziesz chodził... Szczerze - to nie działało. Tak naprawdę, to nie przyzwyczaił się jeszcze do przedszkola. Na nic tłumaczenia, jak tam jest wesoło - to mama, i jakie panie są fajne - to tata : ). Najświeższa opinia Szymka - tam jest strasznie i potworancko! Najszczęśliwszy jest w domu. Tylko kto go nauczy tysiąca piosenek, dwóch tysięcy wierszyków i społecznego przystosowania? Zatem, nie ma lekko, czas na powrót. Wybraliśmy moment chyba nie najszczęśliwszy i Szymek pomaszerował akurat na Dzień Babci i Dziadka...
W piątkowe przedpołudnie obok przetrzebionej chorobami grupki maluszków zebrało się w sali grono seniorów. Wszyscy ciekawi co tam też ich skarby pokażą... Zadanie pierwsze - radośnie pomachać swoim Dziadkom. Gdy przyszła kolej na Szymka, Panią kolejny raz ogarnęły wątpliwości czy osoba, która się podaje za babcię jest nią na pewno. Bo Szymek ani drgnął. Nie drgnęła też jego rączka... Dziadkowie zachęcająco wywijali rękami, a Szymek tylko się na nich patrzył. Ze zdziwieniem : )
Potem już było lepiej. Do Szymka dotarło, że jednak skądś tych dwoje zna. Gdy przyszedł czas na wręczenie Dziadkom własnoręcznie zrobionych krawatów, Szymon, owszem, dał go dziadkowi. Ale jak tylko ten go odłożył Szymek krawat zabral, założyl i zadecydował "MOJE!" I z prezentu nici : )

Zresztą wszystkie prezenty dla Babci i Dziadka znaleźliśmy później w Szymka plecaczku : )



niedziela, 26 września 2010

PRZEDSZKOLNA KRATKA


Fajne to przedszkole, całkiem fajne... Na tyle, na ile zdążyliśmy je poznać. Szymon chodzi do niego dokładnie w kratkę – kilka dni obecny, kilka chory, znowu obecny, i znów chory. W poniedziałek zaczynamy tydzień zdrowia :- ) Synek, weź się w garść, bo w Łodzi powiedzieli, że jak będziesz dużo chorował, to nie będziesz mógł być przedszkolakiem. A to by było niedobrze. Bo fajne to przedszkole. Wiemy, że zjadasz zupki – skrupulatnie wyjadając wszystkie ziemniaczki. I podbierasz dzieciom ciastka. I pijasz jogurty, wszystkie widać na bluzkach. I ładnie myjesz rączki, tylko wiesz co? – jak podwiniesz rękawki, to umyjesz lepiej. I Pani jest czujna. Jak po Szymka przyszła babcia, to Pani łypnęła spod oka i zrobiła test. Kucnęła obok Szymka i przebiegle zapytała – no zobacz Szymuś, a kto to po ciebie przyszedł? Babcia przyjęła triumfującą pozę, a Szymek... nic... cisza....buzia w ciup. Babcia zaniepokojona zachęciła – no dalej, kto przyszedł? A Szymek nadal jak zaklęty. Więc Pani groźnie oznajmiła – nie dam dziecka. I wróciła by babcia do domu z pustymi rękami, gdyby nie pani dyrektor, która skądś babcię znała i tożsamość potwierdziła. Wiemy, że nie za bardzo podoba się Szymowi wspólnota zabawek. Często w domu ni z tego, ni z owego traumatycznie mruczy – już nie będę zabierał, nie będę... :- ) A jak przychodzimy po niego, to tak miło nas wita – „fajnie, że jesteś” albo „dobrze, że przyjechałeś”. No i nagroda, rzecz najważniejsza! Od pierwszego dnia Szymek przy odbiorze dostaje lizaka. To jego nagroda za męstwo :- ) Tylko tak się hultaj rozpasał, że teraz wychodząc z sali jeszcze w drzwiach krzyczy – a nagroda? Gdzie, gdzie??
A wczoraj wieczorkiem zakomunikował – „jak będę zdrowy, to pójdę do przedszkola”. No, no!
Fajne to przedszkole...







niedziela, 12 września 2010

ROZSTANIA


Chciałam Wam napisać o moim niedawnym "rozstaniu" z Szymkiem.
I gdy pomyślałam, że przecież nie jest ono ostatnie, ruszyły wspomnienia - że również nie pierwsze.
A więc - ad rem:

rozstanie nr 5 - PRZEDSZKOLE!!! 1 wrzesień - wielki dzień!
Szymon, zaopatrzony w miniaturowy plecaczek i identyfikator z imieniem, po raz pierwszy przekracza próg sali. Od tej chwili panować tu będzie grupa "rybek".
Płacze 3 dni pod rząd, 4 dnia zza drzwi słyszę jego śpiew, 5 dnia prosi o dokładkę zupki, 6 dnia chory zostaje w domu... :-) Dzielny chłop :-)


rozstanie nr 4 - czerwiec i październik 2009. Koniec rocznej rehabilitacji. A na kontroli w Łodzi lekarz odstawia Szymkowi wszystkie lekarstwa. Niepojęte!
Jesteśmy oszołomieni. Do tej pory Szymon brał leki codziennie. Bywało, zwłaszcza przy infekcjach, że brał je do 11 razy na dobę. Do tego rehabilitacja kilka
razy w tygodniu. Od tego momentu pomału zapominamy o chorobie, już nie musimy się nią zajmować, gdzieś się rozmywa.


rozstanie nr 3 - Szymek przyjeżdża do domu w maju 2008, po 5 msc. w szpitalu. Miesiąc później ruszamy w góry na obiecane Igorowi (starszemu bratu) wakacje.
Mieliśmy być 10 dni, wracamy po 6-ciu. Najnormalniej w świecie tęskniliśmy za Szymkiem. Decyduję się zostać na wychowawczym. Nie jestem w stanie odejść
od Szymka, muszę się nim nacieszyć.


rozstanie nr 2 - Łódź, 2 tygodnie przed ostatnią operacją. Szymek po raz kolejny nie ma już siły i chce odejść. Na moich rękach spada tętno i saturacja.
Wyganiają mnie z sali, przez 40 min. nie wiem, co się z Szymkiem dzieje. Za szybą w drzwiach widzę zamieszanie, wjeżdżają kolejne urządzenia. W końcu od
zmęczonego lekarza dowiaduję się - serce ruszyło.
To najgorsze rozstanie i najszczęśliwszy powrót.


rozstanie nr 1 - Łódź, grudzień 2007, sala operacyjna. Szymon rodzi się przez cesarskie cięcie. Przez sekundę machnięto mi nim przed oczami i zabrano na oddział
intensywnej terapii. Nie mogę go dotknąć, nie mogę przytulić, nie słyszę pierwszego płaczu. Na ręce wezmę go dopiero miesiąc później.



--------------------------------------------------------------------------------------

Ano właśnie, bo męska rzecz być daleko, a kobieca - wiernie czekać
Nasz mały męcizna :-)



















pozdrawiam,
Karolina