Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szymon Ulanowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szymon Ulanowski. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 listopada 2011

1% ROZLICZONY


A bo z Szymkiem jest tak. Rano budzimy brzdąca, który z niespożytą energią skrzętnie zagospodarowuje nasz czas od świtu do nocy. Mała gaduła z wyobraźnią przekraczającą granice naszych. I my kompletnie nie pamiętamy i nie myślimy o tym, że Szymon miał/ma chore serce. Masz przed sobą diabełka, którego trzeba spacyfikować, kto by się tam rozczulał : ) A jednak są chwile, gdy nagle coś przypomina nam Łódź i to, co się wydarzyło. Piosenka pamiętana z Intensywnej Terapii, buzia śpiącego Szymka, jakiś gest, jakiś drobiazg. Pstryk! Włącza się tryb "a pamiętasz...", no i jest żal. Że to jeszcze nie koniec, że jeszcze będzie się trzeba martwić i bać. 
I w takich momentach obiecujemy w duszy, że z tym, co go czeka rozprawimy się "szybko i bezboleśnie".

Częścią tej obietnicy jest jego konto w Fundacji "Zdążyć z pomocą". To gwarancja, że Szymek dostanie to, co najlepsze. A dostanie tak naprawdę dzięki Wam : ) 

Znów mnóstwo osób z całej Polski przekazało Szymkowi swój 1% i również wielu wpłaciło bezpośrednio na konto. Bardzo, bardzo Wam dziękujemy!

UDAŁO SIĘ JUŻ UZBIERAĆ ok. 83% KWOTY POTRZEBNEJ NA OPERACJĘ WYMIANY ZASTAWKI BIOLOGICZNEJ PRZEPROWADZONEJ ZA GRANICĄ. 

Jesteśmy szczęśliwi i ogromnie Wam wdzięczni. Najchętniej podziękowalibyśmy osobiście każdemu z Was! 


Uśmiech od Szymka : )





środa, 16 listopada 2011

NIE ZADZIERAJ...


Bartek jest przedszkolnym kolegą Szymona. Bynajmniej nie najlepszym, ba, nawet nie dobrym. 
Szczerze mówiąc jest najbardziej "znielubionym" kolegą z całej grupy. Bo Bartek go przezywa, zaczepia, a czasem i przyłoży.
I Szymon to przeżywa na tyle mocno, że nawet po przedszkolu, w "domowym" zaciszu błądzą mu po główce killerskie myśli... 
Któregoś dnia jadąc samochodem zamyślony Szymek cichutko siedział w foteliku.... Nagle pyta:
- mama, a co to jest bagno?
- hmm.. bagno to jest takie bardzo, bardzo miękkie błoto, na przykład w lesie
- a czy bagno jest niebezpieczne?
- o tak, jest! Można do niego wpaść i się w nim utopić
Chwila na decyzję i oczka Szymka niebezpiecznie błysnęły: 

- to ja tam wrzucę Bartka...




sobota, 2 kwietnia 2011

GIL




Szymon zaszalał w przedszkolu. Chodził do niego ciurkiem 2 tygodnie i 1 dzień!
I tak by chodził dalej, gdyby nie przeszkodził mu w tym GIL. Nie ptak bynajmniej, tylko ten, który mieszka w nosie. Irytujący jak urzędnik w ZUSie, powracający jak telefoniczny sprzedawca usług finansowych...

Uznaliśmy, że Szymona GIL przekracza dopuszczalną długość, wymaga zbyt częstych spotkań z chusteczką i prezentuje nazbyt wiosenny zielony kolor. Aby upewnić się, że jest typem niegroźnym i jednocześnie zapobiec jego ekspansji, zaprosiliśmy na konsultacje naszego ulubionego Pana Doktora. I okazało się, że Szymon jest pacjentem świadomym. Na widok "białego fartucha" karnie położył się plackiem na łóżku. Oddychać głośno? - bardzo proszę, zakaszleć? - no problem, sucho czy mokro? A jak się ktoś lekarza krępuje to polecamy ich męską rozmowę: 
- a czemu ty tak pukasz?
- bo szukam śledziony, wiesz?
- a gdzie szukasz?
- w twoim brzuchu. I jak słyszę - o tak - to jej nie ma, a jak puka tak - to jest
- no dobrze... Ale ty mnie łaskoczesz!
- przepraszam, nie robię tego specjalnie
- robisz



Bo dobra komunikacja podstawą leczenia : )



środa, 16 marca 2011

MYŚLI WCIĄŻ ZŁOTE


Wyobraźnia pracuje. Bez przerwy. Końca nie widać : ) Jest nieprzewidywalna. Nigdy nie wiadomo, kiedy i w jakiej ubarwionej wersji wróci do nas to, co powiedzieliśmy. Poznała się już z nią pani w przedszkolu, którą Szymon poinformował, że rano niania (???) daje mu kawę. I kasjerka w sklepie, która na powitanie usłyszała zwrotnie opowieść o spadającym koło naszego bloku bombowcu. Jajko, gdybyście nie wiedzieli, ma białko - przeciwlotnicze. A tata marzy o aucie marki WŁĄCZWAGEN... To na tyle : ) Miłego czytania : )


Tata zachęcająco do Szymka:
- hej, chcesz się pobawić klockami Lego?

- nieee, jestem zajęty, sam się pobaw...


Pomysłowy Dobromir:
- mama, coś sobie wymyśliłem... zepsuję tacie telefon!


Obiadowe negocjacje: 
- mama, pobaw się ze mną!
- nie, teraz jem obiad, pobaw się sam
- ale mama, pobaw się ze mną, obiad zjesz jutro!


Szymka boli kostka. Zdejmuje skarpetkę i pokazuję wystającą kość.

- o, tu mnie boli, ta kulka! Zobacz tata, ona wystaje!
- synku, to normalne, każdy ma taką wystającą
- ale ja nie chce, wyjmij ją!!



Szymon przed snem z poważną miną opowiada mamie bajkę:
- dawno, dawno temu byłem małym chłopcem...
I mieszkałem w zoo. I przyszedł wilk. No i mnie zjadł!
"Szczerze" zatroskana mama - ojej, i co się z tobą stało?!
Szymon - mama, ale spokojnie, przecież jestem!!



Szymek jest u fryzjera. Obcinająca go pani ma włosy częściowo pofarbowane 
na czerwono.Szymek patrzy się, patrzy, w końcu nie wytrzymuje i pyta:
- dlaczego masz takie włosy?
fryzjerka - bo mi się tak podoba. Chcesz też takie?
No co Szym - nieee, będą się ze mnie śmiali...


Męski obiad taty i Szymka.

tata - i co, jak ci smakuje?
Szymek zdegustowany 
- nie smakuje. To prze-nie-pyszne!


Chory Szymek szykuje się do spania. Nagle zauważa, że mama coś ukradkiem podjada.

Podbiega do niej i spostrzegając słoiczek z Nutellą podekscytowany prawie do niego wpada:
- co tak pachnie?? Co masz?? Oooo, czekoladka!! Mogę? Łiii!!
- Szymuś, ty już jadłeś kolację, trzeba iść spać!
- ale od czekolady będę zdrowy - przekonuje Szymek, łapie łyżeczkę i po chwili słychać:

- mniam, mniam, jeszcze! Mniam, mmm, mmm, ALE JAZDA!


Do taty przyszli klienci. Pani, chcąc być miłą, słodko zagadała do Szymka:
- cześć. Jakie bajeczki oglądasz?
Na co Szymek nawet nie podnosząc wzroku, głosem zmęczonego życiem kowboja:
- nie dla ciebie...



czwartek, 3 marca 2011

JAK MALOWANY


Co robią dzieci, gdy zostają w domu tylko z tatą? Nasza przenikliwa intuicja podpowiada, że wszystko to, czego nie mogą zrobić z mamą : ) Czyli:
- bieganie bez kapci, z wybebeszoną z gatek bluzką i gilem przy nosie
- jedzenie śledzi w sosie musztardowym zamiast pozostawionego jogurcika
- wspinanie się po meblach zgodnie z 2 zasadami: ojca - "jak spadnie, to się nauczy" i syna - "żeby spaść, trzeba wejść"
- podrzucanie przez tatę do góry w poszukiwaniu pierwszych dawek adrenaliny (złapie / nie złapie)
- przy pomocy silnych rąk rodziciela "chodzenie" nóżkami po suficie przy jednoczesnym zwisie głową w dół

taaaak...  gdyby to matka widziała.... Na szczęście nie widzi, choć tego, co się dzieje, może się domyślić z rozentuzjazmowanych relacji wymiętoszonego dziecięcia i śladów ciętych lub tartych. Po męskich popołudniach pozostała Szymkowi na przykład blizna na powiece, a sufitowi ślady dziecięcych kapci. A jak. 

Bywają czasem chwile, że tata zmęczony dniem nie ma ochoty na domowy "adrenalina park" i postanawia pobawić się standardowo. Na przykład w malowanie. Sprawa wydaje się być prosta. Kilka kartek, farby akwarelowe "nie brudzące" - jak obiecuje etykieta, kieliszek wody i pędzel. Szymek z zapałem zabiera się do malowania. Na kartkach pojawiają się czołgi, wyścigówki i płonące sterowce - ostatnio szymkowy "konik". Jest cicho, spokojnie... w sam raz by tata mógł zająć się książką... Czas mija niezwykle przyjemnie do momentu, gdy w fabułę czytanej książki wdziera się radosny krzyk Szymka  - SKOŃCZYŁEM!! Tata podnosi rozkojarzony wzrok i....







wtorek, 1 marca 2011

RANNA ZMIANA


Długo czekaliśmy na TEN dzień. Myśleliśmy o nim każdego ranka, gdy o 6:00 Szymek jak mała sprężynka zrywał się z łóżka trąbiąc 
na poranną musztrę - JUŻ NIE ŚPIĘ!! WSTAWAĆ! WSTAJEMY!. Zaciskaliśmy oczy, zatykaliśmy uszy, kopaliśmy pod kołdrą kryjówki - wszystko na nic. Bezwzględne łapki wyciągały nas z łóżka jak z kapelusza. Aż nadszedł. Bez fanfar, niespodziewanie, znienacka. Dziś to my budziliśmy Szymka i właśnie dziś usłyszeliśmy najcudowniejsze poranne słowa:
- mama.... jeszcze dwie minutki....

:  )


niedziela, 27 lutego 2011

CO W SERCU PISZCZY


Kilka dni temu byliśmy z Szymkiem na kontrolnym ECHO serca. To dla Szymka rutyna. Leżał sobie spokojnie z rączkami założonymi pod głowę, jak na plaży. Na monitorze migotały niebieskie i czerwone plamy, a wśród nich, gdzieś tam daleko, jakiś okrągły kształt ruszał się jak wystraszony zając. Puk puk, puk puk. Wiele razy oglądaliśmy ten obraz. Za każdym razem inny. Za każdym razem ważny. 


Pamiętam jak dowiedzieliśmy się, że Szymon to Szymon : ) Podczas USG pan doktor kreśląc na brzuchu esy floresy puścił farbę mówiąc - no, chłopak, odwróć się! I choć nie było to dla nas istotne podeszliśmy do tej nowiny ekonomicznie - po Igorku będą zabawki, ciuchy, a jak się chłopaki przestaną zwalczać, to ich można z zyskiem dla metrażu w jednym pokoju zgrupować : ) Kolejne USG nie było już tak radosne - zobaczyliśmy na nim chore serduszko Szymka. Wyglądało jak dwa połączone orzeszki, przy czym pierwszy z nich był laskowy, a drugi jak wielki kokos. Tak wyglądała powiększona lewa komora. Pan doktor już nie żartował. Na nasze pytanie, czy to wróci do normy popatrzył na nas szczerze zdziwiony. Jakbyśmy zapytali, czy odcięta ręka odrasta. 



W Łodzi, jeszcze w ciąży, w Zakładzie Diagnostyki i Profilaktyki Wad Wrodzonych, po raz pierwszy zrobiono Szymkowi ECHO serca. Trwało 1,5 godziny. W ciszy, przy jednostajnym szumie kosmicznej wręcz aparatury, można było się zdrzemnąć i zapomnieć o strachu. Pełen profesjonalizm. I po raz pierwszy optymistyczne słowa - eeee, nie jest tak źle! Z łódzkimi ECHAmi było dość śmiesznie. Lekarz, który je robił, nie mówił co widzi tylko wydrukowany wynik w rękach pacjentki przekazywał na oddział. A tam nie było w zwyczaju rozmawiać o nim z pacjentem. Bo i po co. Niedouczony i tak nic nie pojmie. A że przyszła mama ciekawa i wynik znać chciała więc od 2. badania stałym punktem w drodze na oddział był punkt ksero. Tym sposobem wilk był syty, owca cała, a my wiedzieliśmy, co się w brzuchu święci. 
A na ostatnim badaniu pokazała się buźka Szymka. Pan doktor pstryknął guzik "3D" i na ekranie było już nie tylko chore serduszko. Pojawił się chłopiec ze spłaszczonym noskiem : )





Dziś na kontrole chodzimy bez strachu. Profesor Moll wykonał koronkową robotę. A medycyna się rozwija. Lekarze mogą coraz więcej i coraz lepiej. Krakowscy kardiochirurdzy wszczepiają już bezszwowe zastawki serca. Nie wymagają przyszywania, wszczepia się je w ciągu zaledwie jednej minuty, a wprowadza przez skórę i tętnicę, bez otwierania klatki piersiowej i aorty. Na razie operuje się tak osoby starsze, ale kto wie...?


środa, 9 lutego 2011

JAK FAJNIE BYĆ RODZICEM


Dzieciaki są super! Bycie rodzicem to praca nie łatwa, ale są takie chwile, które wszystko rekompensują : ) 
Na przykład przedwczoraj. Szymon przebudził się o godzinie 2.00 w nocy. I stwierdził, że nie chce spać. A nawet poważniej: że chce się bawić. A po chwili pojechał na maxa: że jest głodny. I tym sposobem o godz. 2.00 w nocy tata obrabiał zdjęcia, mama uczyła się angielskiego, a nad tym wszystkim pieczę sprawował Szymon. Plus chlebek z parówką.

Dawno temu Piotr wymyślił sobie listę rzeczy, które zmieniają się w facecie, kiedy staje się ojcem. I tak:
- w markecie stoisko z piwem i chipsami już nie jest na 1. miejscu. Wyprzedził je dział z zabawkami.
- doba wcale nie ma 24 h. Ma ich 26 a czasem 30.
- to prawda, że 4 h snu też wystarczą. A jak cieszą!
- przed włożeniem dziecka do kąpieli ZAWSZE trzeba zdjąć pieluchę. Inaczej zadziała jak wyciągnięty korek...
- jesteś fanem kina? Disney też ma bogatą ofertę.
- przy kolacji dziecka You Tube jest najlepszym przyjacielem rodzica.
- niebieskiego ręcznika nie wolno prać z bielizną. Chyba, że ma się w domu smerfy.
- chcesz stracić przyjaciela? Kup jego dziecku grającą zabawkę. Najlepiej organki z mikrofonem.

Zawsze aktualne : )

Czasem trzeba też pokazać dzieciom kto tu rządzi. Za naszych czasów (kultowy zwrot : ) ) w sytuacji kryzysowej pasek taty przestawał pełnić jedynie funkcję trzymadełka do spodni. On wtedy przełączał się na poziom 2 swojego zaawansowania technologicznego. Towarzyszyło temu pieczenie tylno-dolnej części delikwenta oraz charakterystyczny efekt dźwiękowy.
Dzisiaj tzw. klapsy stają się niemodne. I wtedy przychodzi nam z pomocą tzw. szlaban. Może być na TV, komputer czy na wyjście na podwórko. Ale uwaga! Trzeba być czujnym, bo nasza latorośl może nas podejść. Np. jak Igor, który nabroił. A był łaskaw powiedzieć : tata, daj mi szlaban na komputer, bo już się dzisiaj nagrałem...




niedziela, 30 stycznia 2011

OD SŁÓW DO CZYNÓW


Ubieraliśmy się spokojnie w holu przedszkola, gdy obok nas przeszła Pani w ładnej, zielonej bluzce.
Szymek, ciamkając w buzi lizaka, spojrzał się na nią i odprowadził ją spojrzeniem do drzwi...
No tak, pomyślałam, nieważne, czy mały, czy duży - facet to facet. Ale niespodziewanie Szymek ciamknął i powiedział:
  - ta zielona dziewczyna nie pozwoliła mi zrobić siusiu
    Zdębiałam - co? dlaczego?
  - powiedziała, że nie mogę
  - ojej, Szymek... to na drugi raz powiedz Pani, że MUSISZ, dobrze?

Traf chciał, ze dwie minuty później Pani w zielonej bluzce znów pojawiła się obok nas.
Ale Szymek już wiedział co robić. I nie zamierzał czekać na drugi raz. Twardo powiedział od razu:

  - Cześć. Ja MUSZĘ zrobić siusiu. Pamiętaj!

Z postaci Pani, obok koloru bluzki, zapamiętałam jeszcze duże, szeroko otwarte oczy : )






sobota, 29 stycznia 2011

LET'S DANCE


Najpierw Igor włączył swoją ulubioną płytę zespołu FEEL. I zaczął tańczyć. 
Nie musiał długo czekać na Szymka. 
No to tata złapał aparat. A całość zmontował Wojtek Witkowski. Więc, LET'S DANCE : )



Szymek from wojwit on Vimeo.


PS 25 stycznia Szym miał kontrolę u kardiologa. Dobra wiadomość - wszystko jest w porządku. Co widać : )




sobota, 22 stycznia 2011

POWRÓT



Odpukać, odstukać. Szymek małymi kroczkami wraca na łono przedszkola. Stary rok zamknęliśmy stratą - Szymka obecności można by policzyć na palcach. Początek nowego roku spędził jeszcze w domku, bombardowany przez nas niby mimochodem i od niechcenia - dzieci na ciebie czekają... a w przedszkolu jest bal... jak będziesz chodził... Szczerze - to nie działało. Tak naprawdę, to nie przyzwyczaił się jeszcze do przedszkola. Na nic tłumaczenia, jak tam jest wesoło - to mama, i jakie panie są fajne - to tata : ). Najświeższa opinia Szymka - tam jest strasznie i potworancko! Najszczęśliwszy jest w domu. Tylko kto go nauczy tysiąca piosenek, dwóch tysięcy wierszyków i społecznego przystosowania? Zatem, nie ma lekko, czas na powrót. Wybraliśmy moment chyba nie najszczęśliwszy i Szymek pomaszerował akurat na Dzień Babci i Dziadka...
W piątkowe przedpołudnie obok przetrzebionej chorobami grupki maluszków zebrało się w sali grono seniorów. Wszyscy ciekawi co tam też ich skarby pokażą... Zadanie pierwsze - radośnie pomachać swoim Dziadkom. Gdy przyszła kolej na Szymka, Panią kolejny raz ogarnęły wątpliwości czy osoba, która się podaje za babcię jest nią na pewno. Bo Szymek ani drgnął. Nie drgnęła też jego rączka... Dziadkowie zachęcająco wywijali rękami, a Szymek tylko się na nich patrzył. Ze zdziwieniem : )
Potem już było lepiej. Do Szymka dotarło, że jednak skądś tych dwoje zna. Gdy przyszedł czas na wręczenie Dziadkom własnoręcznie zrobionych krawatów, Szymon, owszem, dał go dziadkowi. Ale jak tylko ten go odłożył Szymek krawat zabral, założyl i zadecydował "MOJE!" I z prezentu nici : )

Zresztą wszystkie prezenty dla Babci i Dziadka znaleźliśmy później w Szymka plecaczku : )



niedziela, 16 stycznia 2011

STRASZNY DOM


Szymek nie lubi spać. Szkoda mu na to czasu, gdy tyle ciekawych rzeczy dzieje się wokół. Wieczorem potrafi wymyśleć sto powodów, żeby jeszcze choć minutkę pobiegać: napić się, siusiu, coś mnie drapie... A rano... rano wyspana wyobraźnia pracuje na maksymalnych obrotach. Tak jak dziś : ) Była godzina 6.00 gdy małe nóżki zaszurały na parkiecie. Chwila zamieszania i już chude ciałko leżało obok nas. Po 5 minutach ciszy dla zmyłki Szymon westchnął:
- mama, ja nie mogę spać..
- dlaczego?
- bo mnie coś straszy, bo mnie coś budzi...
- synek, co cię straszy?!
- owady mnie straszą, pająki mnie straszą, duchy mnie straszą, potwory mnie straszą... wszyscy, wiesz??


No, o takiej gromadzie w naszym domu to nie wiedziałam : ) Strach się bać... : )


czwartek, 13 stycznia 2011

1% - DRUGA EDYCJA


nic dwa razy się nie zdarza...
hmm...czy ja wiem...
a gdyby tak następnego dnia znowu iść na "prawdopodobnie najlepszą" pizzę w mieście?
a jakby tak wyciągnąć ulubioną książkę i jeszcze raz w porze nieprzyzwoicie nocnej przeczytać od deski do deski?
i po raz kolejny obejrzeć "Rambo. Pierwsza krew"?
a gdyby tak jeszcze raz, jak rok wcześniej, przekazać Szymkowi swój 1%?
hmm... to nie jest niemożliwe : )

W zeszłym roku dzięki Waszej sympatii na konto Szymka wpłynęła połowa potrzebnej nam kwoty! Takiej, która da nam pewność, że gdy przyjdzie czas zapewnimy mu najlepszą opiekę. To nasz obowiązek i niejako zobowiązanie wobec łódzkich lekarzy - że będziemy o smyka dbać : )

Gdybyśmy w tym roku z Waszą pomocą zaprzeczyli słowom Wisławy Szymborskiej, to w przyszłym roku mielibyście nas z głowy  ; ) 

Będziemy wdzięczni, jeśli Wasz 1% trafi do naszego Szymka.
Będziemy wdzięczni, jeśli przekażecie naszą prośbę w świat, do znajomych i nieznajomych.
Będzie nam miło, jeśli znów zdecydujecie się być właśnie z nami.



TUTAJ DOWIESZ SIĘ JAK WYPEŁNIĆ PIT



Ladies and Gentlemen, time to start the second edition : )
Już teraz - DZIĘKUJEMY!




poniedziałek, 10 stycznia 2011

SZYMEK I PRZYJACIELE


Jedną z ulubionych bajek Szymona jest "Tomek i Przyjaciele". Jak każda bajka i ta ma muzyczny motyw przewodni w postaci początkowej melodii : ) A słowa tej piosenki zaczynają się tak: Przyjaciół przedstawiamy Wam...

Szymon też chce przedstawić Wam swoich Przyjaciół. Przedstawił już Olę i Szymona, Martę, Wojtka, mamę małej Kalinki i zarząd Spółdzielni. Wszyscy są wyjątkowi, serdeczni i bezinteresownie pomagają Szymkowi. Dziś chce przedstawić Wam Monikę.

Monika Madaj jest nowoczesną wersją wróżki, jaką spotkał na swej drodze Kopciuszek. Z pomocą magicznych pędzelków, tajemniczych mikstur i palety kolorów zamienia kobietę w modelkę, bóstwo lub przepiękną Pannę Młodą. Sprawia, że przyszli mężowie zapominają języka w gębie, a bieżący odkrywają swój zakurzony skarb na nowo : ) Jest najlepszą przyjaciółką kobiety - jest wizażystką i stylistką. 
Monika dołączyła do grona sympatyków Szyma i swoim "ślubnym" klientom - przyszłym Parom Młodym - będzie przekazywała naszą propozycję pomocy dla Szymka.


MONIKA - PIĘKNIE DZIĘKUJEMY I PRZEKAZUJEMY UŚMIECH OD SZYMKA : )



czwartek, 23 grudnia 2010

WESOŁYCH ŚWIĄT!!!


Co za święta! Najpierw zachorował Igor, wczoraj wieczorem dołączyła do niego mama, a dziś 38,5 dumnie na termometrze zademonstrował Szymon! Rewelacja! Tata, ostatni bastion, dwoi się, a w zasadzie troi, żeby obskoczyć wszystkie kaszlące gardła i obolałe głowy. Zestaw świąteczny? No, za 170 zł, nabyty w aptece - góra syropków i kolorowych pigułek...

Wigilię spędzić mieliśmy u dziadków. Pierogi, kapusta z grzybami, karp na masełku, makiełki z grosikiem przynoszącym całoroczną fortunę... Góra prezentów pod choinką... Jingle bells, jingle bells... A po kolacji makao lub kości zaprawione pachnącą mandarynką w niezdrowej ilości i kompocik z suszu dla równowagi. I co?? Co teraz?? W lodówce resztka almette, mięso mielone i parówki. O, cicho, są pierogi z Lidla i barszczyk Winiar bardzo błyskawiczny. Nijak wigilii się z tego nie skleci... Ale mamy pomysł : ) Jutro, nasz Piotr wybawca, wyruszy z wielkim workiem pełnym przygotowanych przez nas prezentów na wymianę handlową. Prezenty za prezenty, a że nasze prezenty są większe, to dziadkowie jedni i drudzy mogą dorzucić trochę potraw świątecznych. Niedużo, po 6 z każdej strony : ) A u nas będzie 12, jak trzeba. Przecież i tak byśmy je zjedli, będąc w gościach. Nie zmarnują się, ot co : )

I tak jutro po raz pierwszy spędzimy wigilię tylko w swoim, czteroosobowym gronie. Z głośników popłynie kolęda zagłuszana przez kaszel od czasu do czasu... choinka rozbłyśnie tysiącem chińskich światełek... a po kolacji rozpakujemy prezenty ciesząc się tak samo jak nasze dzieci. Będzie dobrze! Choroba jak uroda, w końcu minie : ), a my będziemy bogatsi o nowe, rodzinne doświadczenie : )

Wszystkiego dobrego na Święta!!




poniedziałek, 13 grudnia 2010

SZYMEK KOŃCZY 3 LATA






Piękny dzień! Dokładnie 3 lata temu nasz mały bąbel po cichutku pojawił się na świecie. A ile już przeżył - wybuch wielkiego kryzysu, powołanie Obamy na prezydenta USA, pierwszą prawdziwie śnieżną zimę od wielu lat. Sporo się działo.
A jak wyglądały narodziny Szymka? 


P I O T R

Był październik - 2 miesiące przez porodem - kiedy Karolina wyjechała karetką do szpitala w Łodzi. Nagle z dnia na dzień zostałem w domu sam z Igorem - starszym synem. Karola była, i jest do dzisiaj, głównym filarem naszej logistyki - zajmuje się planowaniem, budżetem, dziećmi, szkołą, lekarzami, ubraniami itd. Ja ciągle w robocie. W tamtym czasie było dużo fotografii prasowej - co chwila zlecenia, popołudniowe imprezy sportowe, wizyty ważnych głów w regionie, sporo wyjazdów, stand by 24/7. Fotoreporterka zdecydowanie nie jest prorodzinnym zawodem.
I nagle na głowę zwalił mi się cały dom. 

Bardzo mi pomogła teściowa. Ja mam farta - moja jest wyjątkowo fajnym egzemplarzem : )

Przez 2 miesiące co tydzień jeździłem z Igorem do Łodzi na weekendy. Codziennie długie rozmowy przez tel. - jakie rachunki zapłacić, jakie ciuchy (Karola nawet tam ze szpitala potrafiła powiedzieć, jakie ubranie na której półce leży), jacy lekarze itd. Z czasem kupiliśmy dla niej laptopa z internetem bezprzewodowym. Co wieczór na Skype (kamera internetowa to świetny wynalazek) czytaliśmy razem Igorowi bajki. 

Kiedy się dowiedziałem o terminie porodu? Stałem nad trumną mojej chowanej właśnie cioci, kiedy Karola do mnie zadzwoniła. Głupio odbierać na pogrzebie, ale w tej sytuacji nie było wyjścia.

Kiedy 13 grudnia dotarłem do Karoli, leżała sama na jakiejś wielkiej sali. Była już po cesarce. Sama pośrodku oceanu pustki. Pamiętam jak powiedziała: "nawet nie zapłakał, wyjęli go takiego szarego, cichego. Machnęli przed nosem i zabrali".
Od samego początku zajęła się mną para, która wcześniej urodziła na tym samym oddziale. Ich dziecko leżało na neonatologii koło Szymka. To dzięki nim wiedziałem gdzie iść i z kim rozmawiać. Dzisiaj Ich Dziecko już nie żyje... Nam się udało...
Na neonatologii pierwsze pytanie lekarza jeszcze na korytarzu - czy chrzcimy? No pewnie! 
Kiedy w końcu wszedłem na salę, na której leżały dzieci, w radiu puszczali świąteczną piosenkę Let it Snow.
Za oknem akurat faktycznie padał śnieg, było tak biało, zimowo, świątecznie. Ale tu na oddziale chyba 8 małych szkrabów, z ciał których wystają rurki, igły, nad nimi kolorowe monitory, co chwila włącza się jakiś alarm dźwiękowy. W szpitalnym powietrzu unosiła się melodia tworzona przez te wszystkie urządzenia, to radosne Let it snow, a tam pod oknem leży mój Szymek. 
Był sino-szary. A ja bałem się go dotknąć. Kiedy w końcu odważyłem się włożyć mój palec w jego malutką rączkę, to czułem, jak był zimny. Był tak mały, że jego pieluszka wydawała się o 2 nr za duża. Nie docierało do mnie, że to mój syn. Że on jest mój. Nad nim ekran z jakimiś wykresami, z liczbami, które się zmieniają. Dlaczego one tak się zmieniają?! Patrzyłem na Szymka jak na obce dziecko.
Obok była grupa studentów. Pierdolę to! Co z tego, że widzą, że płaczę.
Przyszła do nas siostra, żeby ochrzcić Szymka. Tak normalnie, bez księdza, bez ceremonii. Powiedziała formułkę chrztu, spytała o imię jakie jemu dajemy, pokropiła wodą. I tyle. I po 2 minutach zabrała na operację balonikowania zastawki serca. Kiedy odprowadzałem młodego do windy, nie wiedziałem, czy go jeszcze zobaczę żywego...

Ale zobaczyłem!!! Przed nami były jeszcze 2 kolejne balonikowania, zatrzymanie akcji serca, zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, zapalenie płuc, w końcu operacja przeszczepu. Kurcze, ile razy od lekarza słyszałem że to już koniec, że nie ma szans, że słaby, żeby się przygotować, że stan skrajnie ciężki. Wokół umierały kolejne dzieci. Śmierć była ciągle blisko. Ślizgała się po oddziale, wpadała po kolejnych skrzatów. Odwiedziła też nas. Ale Ktoś u góry miał inne plany - 20 minut reanimacji i znowu żyjemy!!! Znowu mieliśmy szczęście. Ale znajomi, z którymi się najbardziej trzymaliśmy, wracali do domu ze zwłokami swojego Maciusia własnym autem. 

Jednak my brnęliśmy dalej, krok za krokiem. Szpital stał się drugim domem. Tam mieszkaliśmy  z Karolą i z babcią na zmianę do maja.

Dzisiaj Szymek kończy 3 lata. Patrząc na niego nie widać śladu tego, co przeszedł. Świetnie się rozwija, jest wygadanym i normalnie rozwijającym się dzieckiem. Jest małym cudem na tym zagonionym świecie.

SZYMEK, CHŁOPAKU, ROŚNIJ ZDROWY. MASZ CHŁOPIE W ŻYCIU SZCZĘŚCIE. NIECH CIĘ NIGDY NIE OPUSZCZA!!!

Tata




K A R O L I N A

Byliśmy pewni, że maluszek jest zdrowy, na kolejnych USG słyszeliśmy, że wszystko jest w porządku. Aż przyszedł 29 tydz. i nagle na sam koniec lekarz nie powiedział tego co zwykle...

Nie docierało do nas, jak poważna jest sytuacja. Bardzo długo nikt nie wyjaśnił nam, co dokładnie dzieje się z Szymkiem. Przy pierwszym badaniu ECHO lekarka tylko kręciła głową mrucząc „beznadziejnie, beznadziejnie...” Mało konkretów, tak jakby już klamka zapadła...

W Łodzi przekonałam się, jak wiele rodzi się chorych dzieci. To nie nastrajało optymistycznie. Bardzo tęskniłam za domem, za Igorem. 8 tygodni oczekiwania i niepewności, nie ukrywam, chwilami dostawałam w głowę...

12 grudnia, lekarz robiący kolejne badanie ECHO powiedział „no, to jutro już go Pani zobaczy”. Zgłupiałam, a on nic więcej nie chciał powiedzieć odsyłając mnie po informację na oddział. A na oddziale czeski film – nikt nic nie wie! Nieźle się musiałam nawiercić, żeby zasnąć..
13 grudnia poranny obchód leniwie przechodził od pokoju do pokoju. Rutynowe pytania o samopoczucie, zerknięcie w kartę, w wyniki... i nagle pan Profesor – kierownik oddziału - krzyczy „cięcie, natychmiast!!”. Szaleństwo – mnie obsiadły pielęgniarki, koleżanki z pokoju wrzucały do torby moje rzeczy. Bardzo się bałam, wszystko działo się tak szybko, ja nie byłam w tym wszystkim ważna. Urodził się Szymon... Nie mogłam opanować dreszczy i szczękania zębów. Przez sekundę machnięto mi nim przed oczami. Wyglądał jak szara szmatka przewieszona przez rękę lekarza-kelnera. Bezwładny. Cichutki. Nigdy nie zapomnę tego widoku.

Jak ja się o niego martwiłam! Dopiero po 2 dniach, z pomocą Piotra, byłam w stanie pojechać do Szymka. Bardzo, bardzo chciałam go zobaczyć. Im bliżej sali, w której był, tym mocniej biło mi serce. Leżał w plastikowej „kuwecie” oplątany siecią wężyków, w samej pieluszce. Wystraszyłam się, że jest mu zimno... Był już po pierwszym zabiegu, pod respiratorem, bez ruchu, jakby głęboko spał. Kuweta była przykryta przezroczystą folią. Jadąc miałam nadzieję, że wezmę go na ręce, a okazało się, że nawet nie mogłam go dotknąć! O nie, nie ma siły, nie patrząc na pielęgniarki wsunęłam rękę pod folię i pogłaskałam główkę. Aż mnie zatkało z żalu...

Potem były kolejne oddziały. Na kardiologi najlepszy czas - na własnym oddechu, słaby jak kurczak, ale przytomny. Najgorzej później na intensywnej terapii - cały miesiąc pod respiratorem, w uśpieniu, bez kontaktu. Nawet wtedy byliśmy pewni, że trzeba przy nim być, że trzeba go trzymać za rączkę. Moją siłą był Piotr. To on przekonywał mnie, że kolejne problemy to tylko etapy, które musimy zaliczyć, by iść dalej.

31 marca 2008, dzień 4. operacji był dla nas jak dzień ponownych urodzin. Nie da się opisać, jak Szymek nagle zaczął się zmieniać. Jakby ktoś go „włączył” !

Szymul dziś kończy 3 lata. Wiele osób pytało się mnie, czy kocham go mocniej niż starszego syna. Absolutnie nie! Tylko jak Szymka biorę na ręce to nie mogę opanować radości : )

SYNKU, NASZE KOCHANIE, NAJLEPSZE ŻYCZENIA!! NIECH CI UŚMIECH Z BUŹKI NIE SCHODZI! TY SIĘ ZAJMIJ BROJENIEM, A MY JUŻ ZADBAMY O RESZTĘ : )


Mama















A kto chciałby podarować Szymkowi prezent, niech pamięta o przekazaniu 1% :-)

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -